Jestem oślicą

Jeżeli cokolwiek mnie w życiu inspiruje, to jest to głupota — tak z prawa, jak z lewa. Tak świecka, jak i duchowna. Tak z tytułami, jak i bez. Bez względu na wyznanie, kolor skóry, płeć i orientację seksualną. I kiedy czytam takie kocopoły na temat tego, za co mnie, jako kobietę, można kochać, to we mnie popiskuje tylko jedna malutka prośba do tej troskliwej części męskiego świata, którą pan redaktor reprezentuje.

Niech mnie ta część świata nie kocha, niech mnie nie szanuje nawet, niech mnie po prostu nie zauważa, a ja sobie będę dalej spokojnie żyła i tylko raz na jakiś czas komuś wytłumaczę, dlaczego mnie to już przestało śmieszyć.

Pomijam frazesy typu „Iga Świątek serwuje jak mężczyzna” (bo moim zdaniem miałoby to jakiś sens, gdyby do tego użyć, nie wiem, sztucznego penisa, jako atrybutu męskiej anatomii), bo to zbitka słów, które są, były i będą, a za jakiś czas już przestaną być używane, jeśli dzieci zacznie się wychowywać, a nie hodować.

Bardziej perfidne jest to pisanie o szlachetnych koniach, o tym, jak to kobiety działają jak magnes, bo takie są niepojęte i nieprzeniknione, wymykające się logice. Cóż, panie Samuel Pereira, kiedy sobie przypominam, jaki los spotkał klacze w stadninie w Janowie, to cieszę się, że jestem tylko oślicą.

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑