Na zaproszenie Pawła Blaszczaka, z którym przez lata dzieliliśmy muzyczne losy, zebrałam swoje refleksje z czasów, gdy próbom i koncertom z Akademickim Chórem Politechniki Lubelskiej i Sine Nomine (a zdarzały się też gościnne występy w Kairosie, w Chórze Towarzystwa Muzycznego i w Chórze Filharmonii Lubelskiej) podporządkowany był cały mój kalendarz.
Czy było to łatwe logistycznie? – Ni cholery.
Czy było wyczerpujące emocjonalnie? – A i owszem.
Czy było warto? – Tak.
Chór. Grupa ludzi, która z własnej i nieprzymuszonej woli poświęca przynajmniej dwa wieczory w tygodniu (a nierzadko i więcej), weekendy, urlopy i szeroko rozumiany czas wolny na coś, czego efekt często trwa nie więcej niż cztery minuty. Mało tego. Ci ludzie widzą w tym sens.
https://meakultura.pl/artykul/chor-zbiorowisko-wariatow/
Zbiorowisko wariatów. Co drugi z nadprodukcją emocji. Wrażliwi, nadwrażliwi, przewrażliwieni. Najczęściej nieśmiali. To dlatego decydują się na śpiewanie w grupie, a nie solo. Bo kiedy śpiewasz w grupie, zawsze masz wsparcie. Ktoś podtrzyma twój oddech, ty podtrzymasz czyjś.
Paweł jest autorem całej koncepcji ostatniego wydania internetowego czasopisma MEAKULTURA.pl i zrobił ogrom świetnej roboty. Zgrał ludzi, dotarł do muzycznych autorytetów, czytał, mailował, zmieniał, słuchał. Jak trudna to praca wie tylko ktoś, kto miał do czynienia z pracą w zespole, w którym każda osoba mieszka w innym miejscu.

Dodaj komentarz